Pielgrzymka do Ziemi Świętej – wspomnienia oczami Pielgrzymów

 

 

Drodzy Pielgrzymi i Wszyscy Ci, których pasją jest podróżowanie

 

  

        Na początek naszej wspólnej przygody z blogiem, chciałbym Was zabrać w niesamowitą podróż – na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Dla wielu jest to Pielgrzymka Życia, dla innych Pielgrzymka Śladami Piątej Ewangelii. Ponad dwa lata temu w tygodniku “Niedziela”, wydanie zamojsko-lubaczowskie, ukazał się cykl kilku artykułów opisujących wspomnienia z Pielgrzymki do Ziemi Świętej, której organizatorem było nasze Duszpasterstwo Pielgrzymkowe ICHTIS. Myślę, że będzie to dobry początek, ponieważ już niedługo udamy się na kolejną Pielgrzymkę Śladami Jezusa, Maryi i Apostołów. Niech ten tekst przybliży Wam chociaż w niewielkiej części to, co będziemy mogli niedługo przeżywać z grupą Pielgrzymów.

 

A zatem ….

 

“Jeszcze 3 miesiące temu, gdyby ktoś mi powiedział, że w styczniu wsiądę do samolotu i spełni się jedno z moich największych marzeń, grzecznie bym się uśmiechnęła i w duchu pomyślała “o czym ty mówisz”. Dzisiaj mówię: “Trzeba mieć marzenia, trzeba o nie walczyć, trzeba wierzyć, że z Bożą pomocą się spełnią”.

 

W dniach 21 – 27.01.2017 grupa 40 pielgrzymów wraz z ks. Wojciechem Steciem – Moderatorem Duszpasterstwa Pielgrzymkowego ICHTIS, odbyła swoją pielgrzymkę życia – pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Mój Przyjaciel powiedział mi kiedyś, że do Ziemi Świętej jedzie się raz, potem już się tylko wraca. Tak, to prawda. Dzisiaj już wiem, że tam wrócę, jeśli Pan Bóg pozwoli, wrócę na pewno.

 

 Pustynia Judzka

 

W Ziemi Świętej przywitała nas wspaniała słoneczna pogoda. Ktoś z pielgrzymów zauważył, że kiedy podróżuje z Duszpasterstwem Pielgrzymkowym ICHTIS, pogoda jest zawsze jak na zamówienie – wymodlona; Pan Bóg nas rozpieszczał przez cały czas pobytu w Ziemi Świętej. Pierwszy dzień, po długiej podróży był spokojny, chociaż nie brakowało nam atrakcji. Swoje pierwsze kroki po krótkim odpoczynku, skierowaliśmy na Pustynię Judzką. Po drodze nasz ksiądz przewodnik, pokrótce nakreślił nam sytuację panującą w Izraelu i w całej Ziemi Świętej. Żeby to wszystko zrozumieć, trzeba naprawdę dużo czasu tam spędzić. Wielość religii i kultur stykających się tam na co dzień sprawia, że jest to miejsce inne niż wszystkie.

 

 

                                          

 

                      

 

Pustynia Judzka jest miejscem niezwykłym. Rozpoczyna się przy samej Jerozolimie. Wystarczy przejechać tunelem pod Górą Oliwną, by krajobraz zmienił się nie do poznania. Przed nami niespodziewanie rozciągają się suche wzniesienia i skaliste góry, które sięgają aż po Morze Martwe na wschodzie, na południu przechodzą w pustynię Negew, a na północy kończą się na wysokości Jerycha. Jest to pustynia górzysta, którą przecina kilka olśniewających kanionów. W moim wyobrażeniu rysowała się jako miejsce piaszczyste, bez roślinności, jałowe. Jak wielkie było zdziwienie, kiedy z okien autokaru ujrzałam kamienie, głazy a w wielu miejscach pojawiała się zieleń. Jest to typowa pustynia kamienista. Teraz w Ziemi Świętej trwa pora deszczowa, życie powoli budzi się z uśpienia, aby pod koniec lutego i na początku marca wybuchnąć cudowną zielenią, nawet w miejscach pustynnych. Kiedy zjechaliśmy na boczną drogę, naszym oczom ukazały się stada owiec i kóz wypasanych przez Beduinów należących do 30 wędrownych plemion, całe swoje życie spędzających w namiotach lub w prostych domkach z blachy i zajmujących się hodowlą i wypasaniem zwierząt. Niejedna osoba z grupy zadawała sobie pytanie jak to możliwe, że w XXI w ludzie chcą i potrafią żyć w takich warunkach? Ks. Przewodnik uświadomił nam, że jest to ich tradycja, ich wybór i nawet usilne starania władz izraelskich, aby ucywilizować te plemiona, spełzają na niczym. Z daleka widzieliśmy radośnie biegające beduińskie dzieci, bawiące się pomiędzy domkami z blachy lub namiotami. Kobiety wypełniały swe codzienne obowiązki a mężczyźni prowadzili stada owiec lub kóz. Zatrzymaliśmy się na kilka chwil, aby poczuć pod stopami ciepło pyłu pustynnego i kamieni rozgrzanych porannymi promieniami słońca. W dole kanionu, nad którym zatrzymaliśmy się, ujrzeliśmy cudowny widok – Monastyr Wadi Qelt. Tu w grotach osiedlali się od IV wieku pustelnicy i mnisi. Suche przez większość roku koryto z odsłoniętymi, nierównymi ścianami kanionu, porośnięte jest skąpą roślinnością. Mieliśmy to szczęście, że dolina zaczynała powoli budzić się do życia – dostojne palmy i sukulenty ukryte w załomach skalnych zaczynały już kipieć żywą zielenią. Prawie każdy z nas zapragnął uwiecznić ten bajkowy widok, obrazek jak z baśni „1000 i jednej nocy” – jak powiedziała jedna z uczestniczek pielgrzymki.

 

 

 Odnowienie Przyrzeczeń Chrzcielnych – rzeka Jordan

 

Pierwszy dzień pobytu w Ziemi Świętej to również odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Po krótkiej podróży dotarliśmy do doliny rzeki Jordan, do miejsca zwanego Qasr El Yahud. Nagle na pustkowiu pojawiła się zielona oaza, przez którą przepływa rzeka Jordan – miejsce chrztu Pana Jezusa i działalności św. Jana Chrzciciela. Jakże inne od rzeczywistości było nasze wyobrażenie o samym miejscu, jak i o rzece. Z późniejszych rozmów wynikało, że wyobrażaliśmy sobie jakąś dużą rzekę, która płynie wśród wzgórz, porośniętych bujną zielenią. W rzeczywistości jest to urocza oaza, która nagle wyłania się spośród pustynnych pagórków. Sama rzeka leży na pograniczu Izraela i Jordanii a jej ujście ma miejsce w Morzu Martwym. Po wprowadzeniu historycznym, ks. Wojciech odmówił krótką modlitwę a następnie przypomniał nam tekst przyrzeczeń chrzcielnych. Nie pierwszy raz w życiu odnawialiśmy swoje przyrzeczenia; w Wielkim Poście liturgia Wielkiego Tygodnia przewiduje odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w Wielką Sobotę. Jednak tym razem i w tych okolicznościach jakże świadomie i z wielką wiarą mówiliśmy jednym głosem „wyrzekam się” – kiedy kapłan pytał czy wyrzekamy się grzechu i zła, i „wierzę” – kiedy pytał o naszą wiarę. Jedna z młodych dziewczyn powiedziała, że dla niej „jest to wspaniały początek tych rekolekcji w drodze. Z czystym sercem i z głęboką wiarą rozpoczynam wędrówkę po Ziemi Obiecanej, wędrówkę śladami Jezusa”. Po odnowieniu przyrzeczeń, ks. Wojciech czerpiąc wodę z rzeki Jordan, polewając nią głowę każdego z pielgrzymów wypowiadał piękne słowa „Ja Ciebie chrzczę W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, dające początek Nowemu Człowiekowi, który miał się zrodzić w nas w trakcie najpiękniejszych rekolekcji w naszym życiu.

 

 

 

             

 

             

 

Miejsce Chrztu Jezusa nad rzeką Jordan

 

                                             

 

Po drugiej stronie rzeki Jordania

 

 Qumran

 

Z miejsca Chrztu Pańskiego przejechaliśmy do Qumran, miejsca odnalezienia Rękopisów z Qumran inaczej zwanych rękopisami znad Morza Martwego, najstarszymi znanymi zapisami z Ksiąg Starego testamentu. Jest to zbiór dokumentów spisanych po hebrajsku, aramejsku i grecku, znalezionych w połowie XX w, w 11 grotach niedaleko ruin Qumran na Zachodnim Brzegu Morza Martwego. W muzeum obejrzeliśmy film o wspólnocie z Qumran, a następnie podziwialiśmy niewielką ekspozycję ze znaleziskami z wykopalisk archeologicznych. Na zewnątrz spacerowaliśmy wśród dobrze zachowanych ruin osiedli zamieszkałych niegdyś przez wspólnotę esseńczyków. W oddali w skałach rysowały się nam malowniczo położone groty, w których znaleziono wcześniej wspomniane przeze mnie zwoje.

                  

  

                                                                                         W oddali Morze Martwe

                                                                            

                                                      Skały w których znajdują się jaskinie gdzie odnaleziono zwoje

 

 

         

                                                                            Stanowisko archeologiczne w Qumran

 

                                                                             

                                                                                       Pozostałości osady Qumran                                                    

 

 

 Morze Martwe

 

Już nieco zmęczeni i głodni udaliśmy się nad brzeg Morza Martwego, aby tam podziwiając cudowne widoki, odpocząć nieco i posilić się. W nadmorskiej restauracji czekał już na nas pyszny miejscowy obiad. Będąc w podróży, zawsze staram się spróbować miejscowych specjałów. Tak było i tym razem. Wszystkiego po trochu a talerz w momencie napełnił się miejscowymi pysznościami. Kuchnia wschodnia jest bardzo smaczna i nieco inna od naszej, bardziej ostra a przez to i wyrazista. Szwedzki stół, z którego braliśmy posiłek był tak obfity i bogaty, że każdy z nas, nawet ten najbardziej wybredny, znalazł jakiś przysmak dla siebie. Po posiłku ks. Wojciech zarządził czas wolny na odpoczynek nad morzem. Pogoda była cudowna; temperatura powietrza wynosiła ponad 25°C, lekki wiatr muskał nasze policzki. Dzień wcześniej w Polsce, kiedy wsiadaliśmy do samolotu, temperatura powietrza była sporo poniżej 0°C. Dlatego też z jeszcze większą radością wielu z nas chciało skorzystać z kąpieli w morzu, aby w środku zimy poczuć namiastkę lata. Niesamowite wrażenia, kąpiel w wodzie o tak wielkim zasoleniu, że można na siedząco w wodzie czytać gazetę. Błoto oraz woda z Morza Martwego mają właściwości zdrowotne, polecane są szczególnie w chorobach skóry. Jedna z kobiet zażartowała, że „w końcu zafundowała sobie porządne SPA, i to gdzie, w Morzu Martwym”. Tak, Morze Martwe przez wielu jest uważane za najlepsze SPA na świecie. Siedzieliśmy więc jak małe dzieci obsmarowani błotem i korzystaliśmy z dobrodziejstwa natury. Na drugim brzegu Morza Martwego rysowały się nam wzgórza Jordanii i Góra Nebo, z której Mojżesz patrzył na Ziemię Obiecaną. Pamiętamy ze Starego Testamentu, że nie dane mu było wejście ze swoim ludem do Ziemi Ojców. Według podań, obok Góry Nebo, miała również zostać ukryta Arka Przymierza.

 

 

                                                               

 

 

                                                                                                    Morze Martwe

 

 

 Jerycho

 

Ostatnim punktem tego dnia była wizyta w Jerycho – najstarszym mieście na świecie, liczącym ponad 8000 lat. Z dawnego miasta pozostało już niewiele, jedynie ruiny i Drzewo Zacheusza (ogromna sykomora), na które wspiął się celnik Zacheusz, chcąc ujrzeć Jezusa przechodzącego przez Jerycho. Ksiądz przybliżył nam znaczenie sykomory w symbolice biblijnej. Sama sykomora to rodzaj dzikiej figi, która ma owoce o gorszym smaku niż zwykły figowiec. Jej symbolika jest ogromnie wymowna. Nie szczepiona rodzi gorzkie figi. By właściwie owocować musi być nacinana, aby owady mogły dostać się do środka i zapylić ją. Każdy z nas musi pozwolić, by Boski Ogrodnik nacinał w nas i odrzucał to, co przeszkadza we właściwym wzroście. Zostać zaszczepionym Jego miłością, by właściwie owocować.

 

                                                                                                                       

                                                                                 Sykomora – Drzewo Zacheusza

 

 Góra Kuszenia

 

         Udaliśmy się również na obrzeża miasta, skąd roztaczał się piękny widok na Górę Kuszenia. Tam na niewielkim parkingu przywitał nas palestyńczyk, częstując nas pysznymi daktylami. Niestety tym razem było już zbyt późno, aby wybrać się na sam szczyt góry. Zbliżał się już wieczór, nadszedł czas powrotu do hotelu. Może innym razem będzie nam dane podziwiać piękne widoki roztaczające się z samej góry, jak i liczne groty zamieszkałe w zamierzchłych wiekach przez mnichów, szukających tu ciszy i spokoju.”…

 

                                                                                                                 

                                                                                                     Góra Kuszenia

 

CDN …